Recenzja przetwornika cyfrowo-analogowego i streamera dCS Bartók APEX Streaming DAC

Autor i źródło recenzji: Neil Gader, The Absolute Sound, luty 2024 r.
Oryginał recenzji można przeczytać TUTAJ.

 

Data Conversion Systems, Ltd, lepiej znana w społeczności audiofilskiej jako dCS, to firma, która nie spoczywa na laurach. Dzięki swojemu zespołowi badawczo-rozwojowemu, ciągle powstają nowe produkty. Ponadto modułowość konstrukcji, stale rozwijane oprogramowanie i aktywne wsparcie fabryczne zapewniają, że żywotność komponentów jest długa - w większości przypadków od sześciu do dziesięciu lat. Osoby korzystające z urządzeń dCS mają pełną świadomość, że aktualizacje stanowią istotny aspekt wzbogacający ich doświadczenie z tymi produktami. Nawet po wprowadzeniu danego modelu, koncepcja ostatecznej, niezmiennej formy produktu jest relatywna. Przykładem tego podejścia jest wprowadzenie aktualizacji oprogramowania Bartók 2.0, które nie tylko poprawiło upsampling DSD, lecz także dodatkowo wprowadziło nowe opcje filtrów, w tym możliwość obsługi DSD128. Następnie pojawił się APEX. Nie była to tylko aktualizacja oprogramowania, ale pełna fizyczna wymiana sprzętu, która wymagała konieczności zwrotu sprzętu do dCS. Zatem, będąc posiadaczem Bartóka, byłem świadomy zbliżających się zmian. Jednakże, co dokładnie to oznacza?

Trochę historii. Recenzowałem Bartóka w numerze 300 z grudnia 2019 roku. Był to temat na okładkę. To urządzenie w jednej obudowie pozostaje najbardziej przystępnym cenowo cyfrowym odtwarzaczem muzyki w ofercie dCS i plasuje się tuż poniżej odtwarzacza Rossini za 32 800 USD, który kolega Alan Taffel zrecenzował w numerze 285.

Jak zapewne pamiętają obserwatorzy dCS, Bartók był następcą osławionego przetwornika cyfrowo-analogowego - Debussy. Co istotne, Bartók wzbogacał gamę funkcji o możliwość streamingu sieciowego. Co więcej, w tamtym okresie był wyposażony w najnowszą platformę przetwarzania cyfrowego dCS oraz technologię Ring DAC, które pierwotnie pojawiły się w serii Rossini. Jego możliwości obejmowały strumieniowanie przez Ethernet z dysku NAS lub z internetowych serwisów muzycznych, takich jak Tidal lub Spotify, a także przez AirPlay. Dodatkowo, oferował pełne dekodowanie i renderowanie MQA, znacząco ulepszony interfejs oraz aplikację Mosaic.

Bartók był i nadal jest najbardziej imponującym samodzielnym przetwornikiem cyfrowo-analogowym, sieciowym, jaki miałem w swoim systemie referencyjnym. Napisałem wówczas, że Bartók "ma cechę, która jest wyjątkowa w porównaniu z jakimkolwiek przetwornikiem cyfrowo-analogowym, który recenzowałem. Tworzy on strukturę brzmienia na wielu poziomach i w stopniu, jakiego jeszcze nie doświadczyłem. Przez "strukturę" mam na myśli wymiarową ekspresję i wagę atmosfery miejsca, amplitudy i akustyki oraz fizyczność muzyków na scenie.

W roku 2022 nastała era znaczących ulepszeń sprzętowych pod nazwą APEX, które objęły modele Vivaldi i Rossini. Celem tych modyfikacji było zredukowanie szumów i zniekształceń oraz zwiększenie liniowości o ponad 12 dB, co - według informacji dCS - stanowiło kompleksową modernizację pod powierzchnią urządzenia.

Z wyjątkiem niezmienionego układu rezystorów, najnowsza generacja sprzętu Ring DAC to zupełnie nowa konstrukcja, obejmująca całkowicie przekonfigurowaną główną płytę drukowaną Ring DAC z pojedynczymi tranzystorami, które zastąpiono parami złożonymi (patrz pasek boczny). Wprowadzono także modyfikacje zasilania referencyjnego, zasilającego przetwornik Ring DAC, co zaowocowało niższą impedancją wyjściową. Dodatkowo, zespół wprowadził zupełnie nowy analogowy stopień wyjściowy. Dodatkowe usprawnienia obejmują filtr, sumowanie oraz stopnie wyjściowe przetwornika Ring DAC.

W 2023 roku APEX stał się częścią obecnej produkcji Bartóka, a ostatnio został udostępniony właścicielom wczesnej generacji jako aktualizacja. Koszt to aż 9000 USD plus koszty wysyłki. Oczywiście wymaga to zwrotu sprzętu do fabryki. Jednak właściciele, którzy dokonają przeskoku na APEX mogą być zadowoleni, że posiadają komponent identyczny z nowym modelem w każdej specyfikacji, w tym tabliczkę znamionową APEX na tylnym panelu. Ogólnie rzecz biorąc, nie daję się łatwo zwieść pokusie "nowego i ulepszonego" dźwięku. Ale tak, byłem zainteresowany.

Oczywiście, APEX to znacznie więcej niż tylko drobne poprawki. To był pełnoprawny przemyślany i przeorganizowany projekt. Mimo to, ostatecznie musiał udowodnić swoją wartość w praktyce, inaczej w ogóle bym się na to nie zdecydował. Na szczęście, zanim wydałem grosz, John Giolas z dCS USA dał mi szansę przesłuchania świeżo wyprodukowanego modelu Bartók APEX w konfrontacji z moi, starym  Bartókiem.

Wyczekując na egzemplarz porównawczy z APEX-em, stale nurtowało mnie pytanie: "Jakie kierunki eksploruje dCS? Jaki brzmieniowy cel przyświeca ich działaniom?". Nie musiałem długo czekać, aby odkryć odpowiedzi. W zaledwie kilka dni pojawienie się Bartóka APEX obok mojego pierwotnego Bartóka przyniosło krótkotrwałe rozgrzewanie się obu urządzeń. Moje początkowe doznania dźwiękowe nie były jedynie serią przeczuć, czy małych znaków zapytania; były raczej głębokim wstrząsem. Słuchając nowych niuansów harmonicznych, zmieniających się nastrojów, przeplatających się melodii i wewnętrznej dynamiki w Pulcinelli Strawińskiego, natychmiast sięgnąłem po notatnik, zawsze gotowy na sesje odsłuchowe, i zanotowałem moje pierwsze wrażenia. Na kartce pojawiły się dwa słowa - "bartók" zapisane małymi literami, obok nich strzałka i "Bartók!" napisane z pogrubionymi wykrzyknikami. To tak, jakby dCS przekazał mi aluminiowe pudełko, identyczne z moim Bartókiem, lecz jednocześnie zupełnie odmienne wewnętrznie.

Tak, to było brzmienie Bartóka. Efekt był taki, jakby każde nagranie, które ponownie przesłuchałem od czasu mojej oryginalnej recenzji, zostało ożywione w większym miejscu, teatrze lub sali koncertowej. Zwykle w przypadku innych ulepszeń komponentów zauważam różnice w wewnętrznych szczegółach - raczej w skali mikro niż makro. Ulepszenie APEX zdawało się wpływać na dźwięk z zewnątrz - globalnie, jeśli wolisz - w postaci większej, bardziej przestrzennej i powietrznej sceny dźwiękowej. To było jakby przeniesienie efektu, zakorzenionego w rzeczywistości "widzenia" wydarzenia na żywo, jakbym był rzeczywistym członkiem publiczności. W tym momencie różnice dźwiękowe dochodziły do mnie ze wszystkich kierunków - szczegółowość na niskim poziomie, gęstość kolorów, przestrzeń i wzbogacona harmoniczna energia. Podczas "Planet" Holsta, Londyńska Orkiestra Symfoniczna prezentowała się z większą zbiorową masą, kontrastem i światłem. Pomimo faktu, że nie zostałem spoliczkowany, musiałem dosłownie złapać oddech...

Pod względem tonalności i brzmienia Bartók APEX nie zmienił charakteru. Pozostał dokładny jak zegar atomowy. Ale jego gardło otworzyło się jeszcze bardziej, wykazując większy rozkwit, zerowe zwężenie i szersze wahania dynamiki mikro/makro. Śpiewacy brzmieli swobodniej i bardziej płynnie. Szersze kontrasty barwowe i gęstsze nasycenie ożywiły niezwykle trudne do odtworzenia zespoły instrumentów dętych blaszanych, w szczególności niższe partie instrumentów dętych blaszanych, takich jak puzony. Podobnie, altówki basowe i wiolonczele stały się bardziej ekspresyjne i przekonujące - słodsze, bogatsze, a nawet bardziej ostre i agresywne, w zależności od charakteru materiału.

Mówiąc dokładniej, czułem, że APEX usunął nutkę zawoalowania, której istnienia prawie nie podejrzewałem. Myślałem, że mój oryginalny Bartók uchwycił całą intymność i bezpośredniość z albumu Harry'ego Connicka, Jr. pt. Smutna ballada Connicka "Drifting" zawiera czysto nagraną harfę koncertową wspierającą jego wokal. APEX przeniósł jednak harfę na bardziej namacalny i ekspresyjny poziom. Transjenty strun były znakomite, a pełniejsze poczucie wymiarowości było ewidentne.

Potem nadeszła chwila mojego ulubionego przykładu, Requiem Ruttera w wykonaniu Turtle Creek Chorale i The Women's Chorus of Dallas. Wielokrotnie podkreślałem jego wysoką rozdzielczość i głębię - organy piszczałkowe unoszące się w rozległej przestrzeni, holograficzny obraz śpiewaków stojących na różnych poziomach, wznoszących się ku tylnej części sceny. Dzięki APEX, pojawiło się jeszcze większe poczucie harmonijnego rozwinięcia i przestrzeni dźwiękowej wokół chóru. Dźwięk stał się jednocześnie bardziej porywający, a śpiewacy precyzyjniej zindywidualizowani. To nie było jedynie dodawanie ostrości w celu wydobycia szczegółów niskiego poziomu czy innych detali. Chodziło raczej o to, jak barwa i charakter każdego głosu splatały się w jedność z przestrzenią dźwiękową oraz o podtrzymywanie i opadanie pogłosu Meyerson Symphony Center. W tym przykładzie, podobnie jak w wielu innych, obrazy stawały się bardziej wyraziste i znaczące, jakby APEX dodawał więcej substancji i mocy do istoty każdego instrumentu. To samo odnosiło się do harmonii wokalnych, jak w leniwym miksie głosów podczas utworu Indigo Girls (Amy Ray i Emily Saliers) "Closer to Fine" – hymnu podnoszącego na duchu, opowiadającego o akceptacji w poszukiwaniu sensu życiowych pytań. Wielu może pamiętać, że ten klasyk z 1989 roku niedawno pojawił się z doskonałym efektem w jednym z hitów filmowych Barbie. Posłuchajcie powietrza i delikatnego brzmienia piszczałki w krótkim interludium w połowie utworu – jest on pięknie zdefiniowany.

Całkowity efekt wszystkich tych subtelnych interwencji APEX - to mantra płynącą przez moje myśli podczas tej oceny. Wynikiem, który przyćmił wszystko inne, było ciągłe i spójne brzmienie. Wydawało się, jakby muzyka była podparta cięższym, niezachwianym fundamentem, który ją ugruntowywał i utrwalał. Jednak atmosfera była lżejsza i "wilgotniejsza" z rozległymi polami energetycznymi odbijającymi dźwięk. Podobnie jak w ultra-wysokiej rozdzielczości fotografii, obszar brzmienia od brzegu do brzegu oraz ostrość w obszarze sceny dźwiękowej były nieskazitelne. Brak martwych punktów, brak zmiękczania obrazów na rogach. Reprodukcja muzyki była płynna i warstwowa wzdłuż akustycznej sceny dźwiękowej, tak jak w przypadku prawdziwego doświadczenia muzyki na żywo. Podsumowując, "efekt" APEX" był czymś więcej niż tylko listą subtelnych i nieco mniej subtelnych usprawnień. Ostatecznym rezultatem była poruszająca i bardziej emocjonalna ekspresja muzyki.

Ostateczny wniosek. Czy warto? Czy słońce wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie? Pozwól mi wyrazić to inaczej. Tak, mogłem żyć w stanie błogosławionej ignorancji, zadowolony, ciesząc się słyszalnymi chwałami fantastycznego przetwornika DAC. Jednak po wzięciu głębokim oddechu i potwierdzeniu stanu mojego konta, zdecydowałem się na ulepszenie mojego egzemplarza recenzyjnego i od tamtej pory nie robię kroku wstecz.

Przechodząc do kosztów, aktualna cena za model Bartók APEX to 20 950 dolarów (22 950 dolarów z wzmacniaczem słuchawkowym klasy A). Mój Bartók kosztował 13 500 dolarów. Dodając koszt ulepszenia, całkowita suma wynosi 22 500 dolarów, co moim zdaniem stanowi uczciwą ofertę, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że moje niemal czteroletnie urządzenie Bartok wróciło do mnie jako praktycznie zupełnie nowa jednostka, poparta świeżo wydrukowaną, jednoroczną gwarancją fabryczną.

Moja rada dla obecnych posiadaczy Bartóków: Unikajcie słuchania Bartók APEX, chyba że już przekonaliście się do zmiany. Choć nie jest to tani sprzęt, poprawa brzmienia to triumf naturalizmu i harmonicznych detali, które zachwycą nawet najbardziej wybrednych słuchaczy audio. Są pewne rzeczy, które APEX robi, a których raz usłyszanych, nie da się "odsłyszeć".

Słowa uznania należą się również utalentowanemu zespołowi inżynierów dCS. To świadectwo ich inspiracji i poświęcenia (i prawdopodobnie długich, nieprzespanych nocy), że mogli wziąć i tak już doskonałe urządzenie i ulepszyć je w tak czysto muzycznym stopniu. Motto dCS to "Only The Music", słowa, które mają jeszcze większe znaczenie w tym kontekście. Oznacza to, że po usunięciu wszelkich śladów elektronicznej sygnatury z komponentu audio, pozostaje tylko muzyka. Nieosiągalny cel? Być może. Ale Bartók APEX to zdumiewający skok w kierunku tego celu i sama definicja tego, o co chodzi w high-endzie.