ACOUSTIC SIGNATURE

HiFi Advice 04/2013


Acoustic Signature THUNDER (3-MOTORS) + TA-1000




High Fidelity 11/2015 (Nr 139) - Wojciech Pacuła

Oryginalny tekst recenzji TUTAJ


MSB Analogue DAC

Jeśli szukacie ikonicznego „niemieckiego” gramofonu, będącego wyrazem precyzji, perfekcji, doskonałej inżynierii, warto na dłużej zatrzymać się przy firmie Acoustic Signature. Założona w 1996 roku i prowadzona przez pana Gunthera Frohnhoefera rozwija się powoli, niespiesznie, ale stale, regularnie ulepszając to, co da się ulepszyć i zmieniając to, co wymaga zmiany.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat przetestowałem parę gramofonów tej firmy, jednak nigdy nie były one tak wyrafinowane konstrukcyjnie i tak kosztowne, jak Thunder. Należy on do grupy konstrukcji tego producenta, w których wyeliminowano większość podstawy, pozostawiając tylko tyle, ile mieści się pod obrysem talerza. To gramofon masowy (46 kg), nieodprzęgany, z zewnętrznym silnikiem. Rozkład masy jest w nim optymalizowany pod kątem dystrybucji drgań. Spoczywa on na trzech dużych nogach wykonanych z ultramiękkiej odmiany aluminium, dobrze tłumiącej drgania.

W podstawowej wersji Thunder sprzedawany jest z pojedynczym silnikiem i jednym ramieniem, bez docisku. Można go jednak rozbudowywać i to naprawdę znacząco. Możemy do niego zamocować aż trzy ramiona – o długościach 9-12”. Możemy także rozbudować zasilanie, stosując trzy silniki. Zasilacz AlphaDIG jest wyposażony w trzy, zsynchronizowane ze sobą wyjścia. Można wreszcie dokupić docisk płyty.

Testujemy wersję z jednym ramieniem – 10” TA-1000 – oraz trzema silnikami. Skorzystałem też z docisku niemieckiej, mającej swoją siedzibę w Berlinie, firmy Pathe Wing. Gramofon stanął na górnej półce stolika Finite Elemente Pagode Edition (czyli znowu Niemcy) i współpracował z dwoma różnymi przedwzmacniaczami gramofonowymi: RCM Audio Sensor Prelude IC oraz Amare Musica ASPIRIAA. Płyty, jak zwykle, myłem w myjce ultrasonicznej AudioDeske, nie muszę chyba dodawać, że produkcji niemieckiej… Użyłem też moich sprawdzonych wkładek: Miyajima Labs Madake i Zero, a także Denon DL-110.


BUDOWA

Podstawa + Talerz

Thunder to gramofon z „górnej półki”, nie tylko ogólnie, ale również w ofercie Acoustic Signature. Od topu dzielą go tylko trzy modele, wszystkie mające inny kształt niż Thunder i kilka innych gramofonów tego producenta. Zarazem jednak to pierwszy model tej firmy, w której zastosowała najnowszą odsłonę techniki „Silencer Platter 3”, mającej na celu wytłumienie talerza bez stosowania miękkich damperów. Do miękkiego aluminium, z którego talerz został wykonany wciska się tu mosiężne walce, widoczne od góry w postaci złotych kółek – w tym modelu 24. Jak deklaruje producent, działają one najskuteczniej w zakresie 400-6000 Hz, a więc dla ucha ludzkiego krytycznym. Jak mówię, to trzecia odsłona tej techniki – kolejne polegają na coraz bardziej precyzyjnym pasowaniu tych elementów. W najnowszej różnica średnic między otworem i „silencerem” wynosi 1/100 mm.

Na górę nakłada się matę ze skóry – rzecz dla tego producenta charakterystyczna. Aby nie stracić widoku złoconych „silencerów”, w macie wycięto otwory, przez które są one widoczne. Talerz w tym modelu ma wysokość 50 mm i jest naprawdę ciężki (15 kg). Trzeba go samodzielnie nałożyć na podstawę, a łożysko ma bardzo ciasne pasowanie, trzeba się więc do tego zadania naprawdę przyłożyć. Jeszcze cięższa jest jednak podstawa. Ma ona okrągły obrys, nieco większą średnicę niż talerz i ma wysokość 70 mm. Razem z talerzem i trzema, masywnymi stopami tworzy ona zwartą, wcale nie za wysoką bryłę, w której czuć „moc”.

Nóżki o których mowa mają duży przekrój (ok. 100 mm) i są wpuszczone w obrys podstawy. Od spodu, niecentrycznie, wkręcono do nich niewielkie półsfery, którymi regulujemy poziom. Ważne więc, aby gramofon stanął na płaskiej i twardej powierzchni. Postawiony na drewnianym blacie zostawi na nim mocne wgłębienia.

Przyglądając się historii Acoustic Signature dość łatwo da się wskazać dwa główne kierunki zmian: zasilanie oraz łożyskowanie. W najnowszych i najdroższych modelach dochodzi do tego studium nad kształtem podstawy i jej masą, jest to jednak coś wtórnego wobec tych dwóch.


Łożysko główne

MSB Analogue DAC

Łożysko główne jest prawdziwym sercem każdego gramofonu i najwięcej pracy i pieniędzy poświęca się ułamkowi milimetra, w którym styka się element łożyska podtrzymujący talerz z łożem, spoczywającym w podstawie. W Modelu Thunder zastosowano najnowszą wersję łożysk, będącego opracowaniem własnym firmy, w którym wykorzystano materiał o nazwie Tidorfolon. Ten stop wanadu, Teflonu i tytanu jest relatywnie miękki, ale zarazem niezwykle wytrzymały na ścieranie. Tworzy on łoże dla niezwykle twardej kulki z węglika wolframu (tungsten carbide), zintegrowanej ze stalową osią przechodzącą przez talerz. Oś wytoczono z utwardzanej, polerowanej stali. Okładziny łożyska wykonano z poddanego procesowi starzenia spieku brązu (‘aged’ sinter bronze), który jest materiałem samosmarującym, a więc niewymagającym obsługi.

Elementy te współpracują ze sobą tak dobrze, że po ich spasowaniu wystarczy piętnaście minut na to, aby bezawaryjnie i z idealną precyzją pracowały przez dziesięć lat bez przerwy. W każdej kolejnej wersji poprawiane są za to parametry, zarówno ścieralność, jak i dopasowanie. Firma jest na tyle pewna swego, że na łożysko udziela 10-letniej gwarancji.


Zasilanie + silnik

Zasilanie w modelu Thunder zapewnia układ o nazwie AlphaDIG. Zamknięty w niewielkim, aluminiowym pudełeczku jest generatorem precyzyjnej sinusoidy o napięciu 24 V, dla synchronicznego silnika. Za precyzję odpowiada układ DSP oparty na zegarze kwarcowym. Napięcie wyprowadzane jest z tyłu obudowy, za pomocą wielopinowego, złoconego gniazda, używanego w systemach komputerowych, znanym pod nazwą RS-232. Kiedy popatrzymy na tylną ściankę, poza gniazdem dla zewnętrznego zasilacza (impulsowego), zobaczymy aż trzy gniazda RS-232. Zasilacz ten przystosowany jest bowiem dla specjalnej aranżacji, z trzema silnikami – takiej, jaką tym razem testujemy. Sterownik ten ma dwa guziki. Jednym włączamy zasilanie, a drugim wybieramy prędkość obrotową. Pierwszemu towarzyszy zielona dioda LED, a drugiemu dwie pomarańczowe, dla 33,33 oraz 45 rpm.

Jak już wspomniałem, silnik jest synchroniczny. Producent mówi, że wykonuje go jedna z europejskich firm, ale nie podaje, która. Zamknięty jest on w bardzo masywnym, ciężkim, aluminiowym elemencie, do którego wsypano materiał tłumiący drgania. Całość stoi na kilku, gumowych półsferach – to jedyny element odprzęgający (miękki) w tym gramofonie. W przypadku zastosowania trzech silników, podkładki każdego z nich różnią się wysokością. Na osi zamontowano aluminiowy, duży krążek z wycięciem na pasek. Krążek ten jako żywo przypomina te, stosowane przez firmę Thorens. Pasek jest gumowy, bezszwowy, o przekroju kwadratowym. Opasuje się go na obwodzie talerza.

Silnik, w standardowej, tj. pojedynczej, opcji ustawia się klasycznie – z tyłu, z lewej strony. Jeśli mamy trzy silniki, stawiamy je na obwodzie, za nóżkami. Ich osie mają tworzyć trójkąt równoboczny. Paski są wówczas nieco bardziej napięte niż zaleca to producent w podstawowej konfiguracji. Gramofon sam z siebie jest dość duży – ma głębokość 440 i szerokość 440 mm. Silniki powiększają te wymiary, i to znacznie, do (odpowiednio): 480 i 520 mm. Będziemy więc potrzebowali dużej półki.


Ramię

O trzech silnikach już mówiliśmy. Warto dodać, że użytkownik może zastosować także trzy ramiona. Postawa gramofonów tej firmy, modeli Storm, Challenger oraz Thunder, skonstruowana jest w ten sposób, że właściwa podstawa i podstawa ramienia to dwa osobne elementy, łączone grubym płaskownikiem, który można przesuwać, dostosowując odległość do ramion 9, 10 lub 12”. Właściwa podstawa jest identyczna z walcami, w których zainstalowano silniki.

MSB Analogue DAC

Przez długie lata Acoustic Signature korzystała z ramion innych producentów: Regi, SME i innych. Od października 2014 roku oferuje jednak swoje własne ramię TA-1000. Dostępne jest ono w trzech długościach: 9”, 10” oraz 12” – testujemy to środkowe, wybierane najczęściej w Japonii.

To ramię z zawieszeniem kardanowym, w którym zastosowano miniaturowe łożyska niemieckiej firmy SKF. Rurka ramienia, o jednakowej średnicy na całej długości, wykonana jest z włókien węglowych. Tak naprawdę to mamy do czynienia z dwoma rurkami – zewnętrzną i wewnętrzną, połączonymi z sobą dystansami w trzech punktach, na całej długości. Osiągnięto dzięki temu niską masę i wysoką sztywność. Nie były więc potrzebne dodatkowe elementy tłumiące. W wewnętrznej rurce poprowadzono okablowanie – to miedź 6N w Teflonie. Dostępne są dwie opcje – w jednej kabel ten jest przedłużony do 1,5 m i kończy się wtykami RCA, albo też w kolumnie ramienia mocowany jest 5-pinowy wtyk DIN. I taką wersję testowaliśmy. Producent dostarczył także kabel firmy 1877 Phono, z którym był odsłuchiwany.

W TA-1000 nie mamy klasycznej główki. Zamiast niej jest płaski element przykręcany do aluminiowej końcówki za pomocą jednej śruby. Widziałem to wcześniej parę razy, np. w Clearaudio. Wkładkę przykręca się na stałe do metalowej płytki, a tę porusza się do przodu i do tyłu, a jednocześnie zmienia się nią azymut. Jest to nieco trudniejsze niż w przypadku zwykłego mocowania, ale da się opanować. Tym łatwiej, że wraz z ramieniem otrzymujemy przyrząd do kalibracji wkładki – metalową płytę z małym pomocniczym elementem, którym ustalamy odległość ramienia.

Przeciwwaga wykonana jest z mosiądzu – kręcąc nią, poruszamy się do przodu lub do tyłu. Gwint jest drobny, ma mały skok, można więc dostosować nacisk do wkładki naprawdę dokładnie. Po wybraniu odpowiedniej wartości, zakręcamy trzy imbusy na obwodzie przeciwwagi. VTA nie jest już tak łatwe w ustawieniu, ponieważ to klasyczna klamra, zaciskająca kolumnę ramienia.

Ładnie wygląda układ antyskatingu, choć to klasyczne opracowanie Johna Crabble’a, niegdyś naczelnego „Hi-Fi News”. To po prostu żyłka i ciężarek. W tym opracowaniu ciężarek porusza się w aluminiowej osłonie, która przeciwdziała nadmiernemu jego kołysaniu się.


ODSŁUCH

Myślę, że każdy z fanów czarnej płyty ma swoje własne zdanie na temat tego, jak powinny one brzmieć. W ramach powszechnego konsensusu znajduje się duże pole „nieoznaczone”, w którym możliwe są różne kombinacje cech, prowadzące często do bardzo różniących się od siebie wyników. I, jak mi się wydaje, przy zachowaniu podstawowych zasad, mogą być one równoważne.

Postrzeganie gramofonów masowych, nieodprzęganych opiera się na konstrukcjach, które dociążały bas i grały nieco „głucho”. Na ich tle Linn Sondek LP12, Thorensy, a potem także konstrukcje Avida wydawały się kipieć energią. Choć poświęcały za to precyzję i rozdzielczość, ilość sprzedanych gramofonów tego typu mówi sama za siebie. Thunder z trzema silnikami gra zupełnie inaczej niż stereotypowy gramofon tego typu. Właściwie wiedziałem, że tak będzie, to nie jest pierwszy gramofon Acoustic Signature, z jakim mam do czynienia, jednak skala „odejścia” od obiegowych opinii była w tym przypadku niezwykła.

Jeślibym miał przyrównać, tak na szybko, to byłoby to rozwinięcie idei, jakie otrzymujemy z gramofonami typu „idler drive”: Thorens TD 124, Garrard 301, a także Lenco L75. Słuchając świeżo odpakowanych płyt Johnny’ego Hartmana oraz Niny Simone, wydanych na krążkach 45 rpm przez firmę ORG miałem ciarki na plecach – dosłownie, nie staram się „podbić” emocji. Rzecz była w idealnie trzymanym rytmie. Nawet słuchany równolegle SME Model 15, choć przecież znakomity, nie miał tak solidnego, stabilnego zakotwiczenia w czasie.

Nie chodzi oczywiście o słyszalne kołysanie i drżenie dźwięku (wow&flutter), te w sensownych konstrukcjach są na tyle niskie, że nie warto się nimi zajmować. Chodzi raczej o coś, co w świecie cyfrowym prowadzi do zagęszczenia dźwięku, do jego ocieplenia bez manipulacji barwą, przez zwykłe nasycenie informacjami, przez ich „uzgodnienie” wewnętrzne. Z Thunderem dźwięki nie walczą z sobą, nie walczą z „materią” próbując się przebić, a potem ustawić w szeregu. Z tym gramofonem dostajemy je mimochodem. Tworzą coś ponad to.

Chociaż trudno by było powiedzieć, że to brzmienie jest ciepłe. Nigdy bym go tak nie nazwał. Podobnie zresztą, jak do głowy nie przyszłoby mi powiedzieć, że jest jasne. Jaśniej od Thundera zagrały u mnie zarówno wspomniany SME, jak i TechDAS Air Force Two. Powiedziałbym raczej, że chodzi o wewnętrzne rozświetlenie brzmienia z testowanym gramofonem. Nie wychodzi to poza obrys, nie mówimy o ostrości czy rozjaśnieniu, ale widać, jak dźwięki dosłownie „jarzą” się od środka. Myślę, że to zasługa niesamowitej energii, z jaką muzyka do nas dociera. Całe pomieszczenie odsłuchowe zostaje tą energią nasycone, jak gdyby gramofon miał coś w rodzaju dodatkowego źródła zasilania, podłączonego wprost do wkładki.

MSB Analogue DAC

Skraje pasma są ultraprecyzyjne. Nigdy nie zagrają klinicznie, ani zbyt konturowo. To „osobiste”, emocjonalne granie. Na samej górze słychać słodkość i jedwab często przypisywane gramofonom odprzęganym. I rzeczywiście, najlepsze przykłady tej techniki to gwarantują. Nie łączą tego jednak z solidnym, niebywale dynamicznym i „gorącym” basem, jak Thunder. Różnicowanie tego zakresu jest ponadprzeciętne i dopiero gramofony TechDASa (One i Two), drogie SME (20/13 i 30/13), topowe Avidy, Transrotory pokazują coś więcej, przede wszystkim przez pogłębienie średniego basu, przez pokazanie większej bryły na samym dole. Niemiecki gramofon nie udaje też, że gra niżej niż trzeba, niż potrafi.

Środek pasma jest dokładny i nasycony. Nie ma nic wspólnego ze stereotypem „martwego” grania gramofonów masowych. Co ważne, równie dobrze pokazane zostały wokale z płyt z lat 50. i 60., jak i średniej jakości tłoczenia polskich krążków z lat 80. Trzymana w ryzach ponadprzeciętna selektywność wydobywa bryły wokali z płyt, które wydawały się zmulone. A przecież niczego nie rozjaśnia. Jak gdyby wokaliści dostawali drugie życie.

Na osobny akapit zasługuje sprawa zniekształceń, do których jesteśmy przyzwyczajeni, które są jednak są właśnie tym: zniekształceniami. Trzaski z tym gramofonem są znacząco niższe niż z większością, nawet bardzo drogich gramofonów. Nie tylko z wkładkami Miyajimy, ale i z ZYX-a, z którymi przesłuchałem kilka krążków. Są słyszalne, szczególnie z bardzo starymi płytami, nigdy jednak nie dochodzą do nas z tego samego planu, co muzyka, są „obok”. Nawet nie „pod”, bo zdaje się, jakby nie zmieniały samego dźwięku. To samo słyszałem z szumem przesuwu. Nowe krążki z tłoczni RTI, Pallas i innych były ultraciche, tło było ciemne, aksamitne. Dzięki takiemu zachowaniu się przesłuchałem z tym gramofonem wiele płyt, które odstawiałem zwykle, jako czasem wręcz męczące. Ich problemy nie zniknęły, ale straciły na ważności, jakby zostały zdewaluowane.


Podsumowanie

Audio bez wad to mit. Thunder mógłby więc grać nieco niżej, silnik przy wkładce mógłby być lepiej ekranowany, a całość mogłaby być mniejsza i tańsza. Nie mam jednak złudzeń i doceniam to, co jest, jeśli tylko jest dobre. A Thunder z trzema silnikami jest niesamowity. Łączy w sobie zalety gramofonów z napędem typu „idler” oraz ciężkich, masowych. Jego dźwięk jest żywy, dynamiczny, precyzyjny, nasycony. To cechy, które w tym samym zdaniu spotykają się niezwykle rzadko. To bardzo droga, ale za to realna przepustka do high-endu z ludzką twarzą, dla wszystkich.

na górę
© 2003-2014 FAST Łódź. Wszystkie użyte znaki towarowe są zastrzeżone i należą do ich prawnych właścicieli.
powrót na stronę główną na górę
 
PREVIOUS
(left arrow key)
NEXT
(right arrow key)
CLOSE (Esc)