ACOUSTIC SIGNATURE

HiFi Advice 04/2013


Acoustic Signature Triple X




High Fidelity 04/2015 (Nr 132) - Wojciech Pacuła

Oryginalny tekst recenzji TUTAJ


MSB Analogue DAC

Testowane przeze mnie – do „Audio” – Challenger Mk3, a do „High Fidelity” Storm, gramofony Acoustic Signature są dobrą wizytówką tej firmy. Szczególnie zapada w pamięć ich kształt – wyraźnie widać, że starano się w nich zminimalizować wielkość podstawy, scalając ją wizualnie z talerzem. Sam talerz jest w nich ciężki, wysoki, a w droższych modelach wyposażony dodatkowo w mosiężne inserty („Silencer”), zwiększające jego bezwładność i zmniejszające drgania. Testowany gramofon dostępny jest z trzema różnymi wersjami talerza – z bloku miękkiego aluminium, z ośmioma insertami lub z dwudziestoma czterema. Do testu przyszła wersja podstawowa – ma ona wysokość 50 mm i waży 11 kg, bez insertów.

Ważne dla konstruktora, pana Gunthera Frohnhöfera, jest również zasilanie. Gramofon ma więc wbudowany elektroniczny zasilacz z układem opartym o generator kwarcowy, generującym sinusoidę o częstotliwości 50 Hz dla zewnętrznego silnika synchronicznego Electronic Beta DIG. Istotne jest także łożyskowanie – w Triple X wykorzystano materiał o nazwie Tidorfolon. Ten stop wanadu, Teflonu i tytanu jest relatywnie miękki, ale zarazem niezwykle wytrzymały na ścieranie. Tworzy on łoże dla bardzo twardej kulki z węglika wolframu, zintegrowanej ze stalową osią, przechodzącą przez talerz.

Nazwa Triple X wzięła się jednak z czego innego (nie, nie od filmów „dla dorosłych”, ani też z filmu XXX w reż. Roba Cohena z 2002 roku). Nazwa ta mówi o tym, w jaki sposób zbudowana została podstawa gramofonu. Stanowi ona krok w bok w stosunku do pozostałych konstrukcji tego producenta, ponieważ wygląda klasycznie – ma prostokątny obrys i wykończona jest albo okleiną z drewna, albo lakierem. Co więcej, Triple X dostępny jest w szeregu wykończeń powierzchni. Do wyboru są cztery kolory płaszczyzny górnej i trzy kolory podstawy.

„Potrójne X” wzięło się z trzech warstw, z których zbudowana została podstawa: płyty MDF, aluminium oraz stali. Wysokość tego sandwicza wynosi 70 mm. Choć gramofon nie jest bardzo duży, przypomina z zewnątrz konstrukcje Pro-Jecta z serii Classic i Signature, a także większe modele z oferty Dr Fecikert Analogue. Od Pro-Jectów niemiecki gramofon jest jednak znacznie cięższy – waży od 46 do 55 kg, w zależności od wyposażenia i najlepiej przenosić go w dwie osoby. Na gramofonie można zamocować ramiona o długościach 9, 10 i 12 cali – umożliwia to demontowana, aluminiowa podstawa, o kształcie powtarzającym wycięcie w gramofonach Dra Feickerta. Gramofon w wersji, którą otrzymaliśmy do testu, przygotowany był pod ramię RB303 Regi. Triple X, podobnie jak wszystkie inne gramofony tego producenta, wyprodukowany został w Niemczech. Po raz pierwszy pokazany został w maju 2013 roku na wystawie High End w Monachium.


SETUP/UPGRADE

Gramofon przychodzi do klienta bez ramienia, które trzeba zamocować samodzielnie, albo zdać się na dealera – to dlatego warto znaleźć sobie „swój” sklep i się go trzymać. Poza tym jednak jest gotowy do pracy zaraz po wyjęciu z pudełka. Najpierw ustawiamy silnik, a następnie kompletną podstawę tak, aby silnik znalazł się w jej wycięciu, z tylnym prawym rogu. Podłączamy silnik do gramofonu, potem sporej wielkości, gniazdkowy zasilacz i gotowe. Prędkość obrotową zmieniamy elektronicznie guzikami w podstawie.

W instrukcji przeczytamy, że można wyregulować poziom podstawy wykręcając śruby w dużych nóżkach. To oczywiście jest możliwe, ale niełatwe. Podstawa jest bardzo ciężka, a do śrub można się dostać jedynie od dołu i to po dość mocnym odchyleniu gramofonu. Przyjemna jest natomiast dwuosiowa poziomica 2 Way Buble Level, jaką firma oferuje – wygląda bardzo ładnie i nie raz i nie dwa się przyda.

MSB Analogue DAC

Rozbudowę każdego gramofonu zaczynam zwykle od zamiany małego zasilacza na sterownik z generatorem sinusoidy – większość gramofonów ma silniki synchroniczne. W tym przypadku nie jest to konieczne, BetaDIG to bardzo dobry układ.

Kolejna możliwość to zmiana ramienia – naturalnym ruchem będzie wypróbowanie TA-1000, najlepiej od razu w wersji 12”. Żeby zmienić ramię z krótkiego na długie, wystarczy odkręcić aluminiowy element w kształcie stadiony i obrócić go o 180º. Skorzystałem z tej możliwości i po kilku dniach zamontowałem w ten sposób 12” ramię Reed 3Q.

Do gramofonu można też dokupić docisk na płytę. AS oferuje dwa, do wyboru: ważący 280 g LOAD oraz Grip mk3, który ma mechanizm pozwalający go dokręcić do osi. W teście zastosowałem docisk firmy Pathe Wings.

I wreszcie można zmienić matę, na której kładziemy płytę. Ta, którą dostajemy to całkiem dobra mata ze skóry Warto też wypróbować również korkowo-gumową matę firmy Pathe Wings, a jeśli mamy dużo więcej pieniędzy – podkładkę TU-800X Improved Version firmy Harmonix. W tym przypadku najlepszy dźwięk dało zastosowanie miękkiej maty Pathe Wings.


GUNTHER FROHNHÖFER 
Acoustic Signature
Konstruktor, właściciel

Gramofon Triple X powstał w odpowiedzi na prośby wielu klientów, którzy chcieli mieć wyglądający klasycznie model z prostokątną podstawą. Ale taki, który ma dużą masę i jest gotowy na przyjęcie 12” ramion. I żeby jeszcze miał rozsądną cenę.

Triple X ma konstrukcję typu sandwicz. Na sandwicz składa się aluminium, stal i dwie warstwy drewna. Wszystko to połączone jest ze sobą podatnym klejem. Podstawa ma więc bardzo dużą masę i znakomite własności w tłumieniu drgań. Połączone to jest z grubą podstawą pod ramię, dającą mu stabilne, sztywne podłoże.

Silnik wygląda tak, jakby był częścią podstawy – a tak nie jest, w żadnym punkcie jej nie dotyka. Współpracuje on z naszą najnowszą elektroniką sterującą obrotami. Jeśli dotkniesz obudowy silnika, nie będziesz w stanie powiedzieć, czy pracuje, czy nie. To unikatowe rozwiązanie, ponieważ nasi konkurenci nie są w stanie przygotować tak gładko pracującego silnika.


REGA OEM
Ramię gramofonowe

Acoustic Signature jeszcze do niedawna należał do grupy producentów, którzy nie oferują własnych ramion. Co więcej, nie modyfikował też ramion innych producentów, skupiając się nad jak najlepszym kręceniu talerzem. Jakiś czas temu zaprezentowano jednak pierwsze własne ramię, model TA-1000, dostępne w trzech różnych długościach: 9” (4200 zł), 10” (4600 zł) oraz 12” (5000 zł). Zapowiedziane zostało też top high endowe ramię TA-9000, które – jak informuje Adam Smith w teście TA-1000 – będzie kosztowało w Wielkiej Brytanii ok. 14 000 funtów (Adam Smith, Acoustic Signature TA-1000, „Hi-Fi News & Record Review”, April 2014, Vol 60 No. 04. s. 52-53).

MSB Analogue DAC

Ponieważ testujemy absolutnie podstawową wersję tego gramofonu, wraz z Triple X przyjechało do nas ramię Rega RB-303, ale w wersji OEM, tj. z antyskatingiem, jak w wersji RB-202, następca jej największego hitu, RB-300. To wyjątkowa konstrukcja. Wykonane zostało z odlewanego w całości, wraz z główką i obudową łożysk, jednego elementu. Jego poprzednik, model RB300, powstał w 1983 roku, w wyniku długich prac mających na celu opanowanie techniki odlewania ciśnieniowego rurek o zmiennej średnicy i różnej grubości ścianek. Do dzisiaj sprzedano 400 000 sztuk RB300.

RB-303 wykonane jest jeszcze precyzyjniej i ma zmieniony sposób mocowania. Zaprojektowane zostało przy pomocy technik projektowych 3D CAD & CAM, dzięki czemu uzyskano rurkę o rozmiarach zewnętrznych zbliżonych do RB-300, ale o znacznie cieńszych ściankach i jednocześnie wyższej sztywności. Teraz przykręca się je do podstawy za pomocą trzech śrub. Nie zmieniło się jednak to, że wciąż nie mamy możliwości zmiany VTA. Aby ramię można było dokręcić do Triple X musi być wyposażone w element pośredniczący. Wykonano go ze stali i wsuwa się go w otwór podstawy ramienia. Od tyłu całość skręca się śrubą imbusową, dzięki czemu możemy zmieniać VTA.

W ramieniu tym mamy do dyspozycji dynamiczny sposób regulacji nacisku wkładki. Nacisk ustawia się więc inaczej niż zwykle. Normalnie używamy jednej przeciwwagi, umieszczonej na trzpieniu z tylnej strony zawieszenia. Tutaj przeciwwaga również jest, ale służy jedynie do wyważenia ramienia, tj. do doprowadzenia do stanu, w którym ramię zwolnione z zatrzasku i niepodtrzymywane nie opada i nie podnosi się.

Właściwy nacisk ustawiamy pokrętłem z boku. Nacisk ustawiany jest za pomocą sprężyny i jest dynamiczny, czyli zależy od ruchu ramienia w pionie. Z ramienia wychodzą dość sztywne kabelki bez napisów, zakończone złoconymi wtykami RCA. Nie ma osobnego przewodu uziemiającego – Rega nigdy go nie stosowała.


Nie zaczął się ten test tak, jak tego oczekiwałem. Mam wciąż w pamięci bardzo dobry dźwięk Challengera i Storma oraz wybitny, jak na jego cenę, dźwięk modelu Wow. Ten ostatni zagrał jak marzenie, mogę go każdemu polecić z czystym sumieniem, niezależnie od tego, jakiej muzyki słucha, z jakiej wkładki korzysta. Jest bardzo ładny, świetnie zbudowany i łatwy w ustawieniu oraz obsłudze. Z droższymi modelami tej firmy jest nieco więcej zachodu, szczególnie w doborze wkładki, ale też nie stanowi to jakiegoś większego problemu.

To, że zacząłem test od niepowodzenia jest tylko i wyłącznie moją winą. Odsłuchy gramofonów zawsze zaczynam od tego samego zestawu elementów wokół niego, chcąc zachować ciągłość i mieć bezpośrednie porównanie między kolejnymi urządzeniami. Montuję więc wkładkę Denona DL-103 i zakładam podkładkę pod płytę Harmonix TU-800X Improved Version, podłączając interkonekt do przedwzmacniacza RCM Audio Sensor Prelude IC. W tym przypadku dało to płaski dynamicznie, wyzuty z życia dźwięk. Wszystko było bardzo poprawne i nic poza tym.

Mój błąd polegał przede wszystkim na zamontowaniu wkładki Denona. Sprawdza się ona w 99% przypadków, pomimo że jest ciężka, mało podatna i wymaga dość mocnego nacisku. Ta „żywa skamielina” jest po prostu w tym, co robi doskonała. Zapomniałem jednak, że zupełnie nie sprawdziła się z gramofonem Challenger Mk3 i ramieniem RB303. Po jakimś czasie wymieniłem ją więc na wkładkę ZYX-a AIR 1000, a potem na Miyajima Laboratory Madake, zmieniłem matę na korkowo-gumową i wszystko pięknie się złożyło w sprawnie funkcjonującą całość. Usłyszałem wówczas coś, co powoduje, iż gramofony masowe mają tylu zwolenników: skalę, fantastyczną stabilność, niesamowitą powtarzalność i stałość w czasie, a także wyjątkową, naprawdę wyjątkową rzetelność względem materiału muzycznego. A całkowity odlot był, kiedy wymieniłem ramię na 12” (Reed 3Q).

MSB Analogue DAC

To, co buduje przekaz Triple X i dzięki czemu jest to gramofon, który mogą wziąć pod uwagę także ci, którzy chcą wydać na analogowy „front-end” znacznie większe pieniądze, to skala dźwięku. Przestrzeń między kolumnami, w obydwu wymiarach, jest gęsto i szczelnie zapełniona informacjami. Czy to dotyczącymi instrumentu, czy to akustyki, czy wreszcie szumu – taśmy i mikrofonów. Te ostatnie to nieodłączna część obiektu sztuki użytkowej, jaką są nagrania i wpływają one na odbiór muzyki, są jej częścią. Ważne jest więc, aby były właściwie połączone z samą muzyką, aby miały właściwe miejsce w uniwersum, jakie otwiera się między kolumnami.

Przesłuchałem naprawdę wiele różnych, bardzo różnych płyt i nie znalazłem żadnej, która grałaby cienko, nijako, chudo, która nie miałaby własnego wyrazu. Jeśli nagranie było mierne, podobnie jak wydanie, wiedziałem o tym natychmiast. Ale nawet wówczas system, jaki złożyłem z Triple X w roli „obracającego się stolika” (ang. „turntable”) oddawał im należny im szacunek, nie prowadząc tego dalej. Nawet z niesłychanie trudną do interpretacji przez system audio muzyką z płyty Cybernetic Serendipity Music, stanowiącą wyzwanie dla każdego systemu (jak i słuchacza!), Acoustic Signature poradził sobie zadziwiająco ładnie, dając wystarczająco gęsty i namacalny dźwięk, aby można było przejść nad warstwą „formy”, tj. przekazu wprost do muzyki.

Być może dzieje się tak dzięki nieprawdopodobnej rzetelności – zarówno jeśli chodzi o oddanie barw, dynamiki, jak i detali. Niepodzielnie rządzi tutaj rozdzielczość, znacznie wyższa niż w dużej części gramofonów, niezależnie od ceny. Nawet Challenger Mk3 wydawał się pod tym względem nie aż tak dobrze obdarzony. Nie miałem tych gramofonów do porównania obok siebie, ale – o ile mnie pamięć nie myli – Triple X wydaje się lepiej różnicować przekaz.

Mogłem więc swobodnie przesłuchać wszystkie zgromadzone przeze mnie wersje Czerwonego albumu Niemen Enigmatic, swobodnie, bez wysiłku wyławiając różnice pomiędzy nimi. Co więcej, nie miałem też trudności z oceną tych zmian. Więcej powiem o tym w artykule na temat tego albumu (w przygotowaniu), ale już teraz zdradzę, że absolutnie najlepszą , najlepiej brzmiącą wersją było pierwsze wydanie płyty, w okładce typu „clap”, ale… monofoniczne. Była to dla mnie duża niespodzianka, ponieważ uważałem ten album wręcz stworzony dla przekazu stereofonicznego.

XXX jest gramofonem masowym, nieodprzęganym. Tego typu konstrukcja wprost przekłada się na dźwięk i jest manifestacją przekonań stojącego za nią konstruktora. To, o czym pisałem powyżej, to jedne z ważniejszych zalet, jakie z sobą przynosi. Jeśli oczywiście niczego się nie spaprało. A o to szczególnie łatwo – w przypadku takich gramofonów błędy są wyjątkowo irytujące, nawet jeśli obiektywnie nie są duże. To dlatego gramofony z odprzęganym subchassis, jak Thorens, Linn i inne mają tylu zwolenników. Nic w ich dźwięku nie razi, nie denerwuje, niezależnie od tego, czy wszystko w nich jest tak, jak trzeba. Błędy są w nich maskowane, niestety z częścią samej informacji o dźwięku. Nie mówię, że to źle, żeby była jasność – rozumiem to doskonale i „łykam” jak małe piwo przed śniadaniem, jak mówi klasyk. Ale też potrafię ocenić.

Sztywne zawieszenie przekłada się z kolei na lekkie podkreślenie ataku dźwięku i na faworyzowanie wyższego basu. W Triple X także mamy z tym do czynienia i to był główny powód wymiany wkładki i maty. Nie trzeba mu w tym pomagać. We właściwej konfiguracji gramofon zamienia to na precyzję, rzetelność i większą ilość informacji. A to z kolei zamienia się zaraz na większą ilość muzyki. Niemiecka konstrukcja nie zatrzymuje się bowiem na technice, nie grzęźnie w doskonaleniu jakiś elementów dla nich samych. Jej dźwięk jest gęsty i głęboki, mieniący się kolorami, emocjami.

Jest też jednak charakterystyczny właśnie dla niego. Atak dźwięku ma dużą energię. Ciekawe, ale wcale nie w wysokich tonach, które są raczej pastelowe i świetnie połączone z resztą pasma. Nawet z płytą Brothers In Arms, w wersji 45 RPM, właśnie wydanej przez Mobile Fidelity, nie miałem problemów z integralnością przekazu. A przecież płyta ta ma dość skomplikowaną historię powstania, co bezpośrednio przekłada się na jej brzmienie (czytaj TUTAJ i TUTAJ). Bez wchodzenia w szczegóły można powtórzyć za Michaelem Fremerem, że album ten jest „kapsułą czasu”, niosącą w sobie – na dobre i na złe – informację o tym, jakie w 1985 roku panowały mody, jak o dźwięku myśleli artyści i realizatorzy, nie zapominając o producentach. To przede wszystkim dość jasny dźwięk, z niedoskonałym wypełnieniem podzakresów. Triple X, pomimo że jego budowa sugerowałaby takie same akcenty w JEGO dźwięku, niczego nie podkreślił, nie pogłębił. Pokazał tę płytę taką, jaka jest, nadając jej nawet nieco bardziej miękki wyraz.

Niechęć do cięcia wszystkiego skalpelem dała także bardzo ciekawą propozycję dotyczącą korelacji muzyki i zniekształceń wprowadzanych przez mechaniczna naturę odczytu, tj. trzasków i szumów. Płyty grają pełnym, dużym dźwiękiem. Trzaski i szumy nie są podkreślane, ale też nie są zakrywane. Są częścią przekazu. Są jednak znacznie mniejsze niż pozostałe dźwięki, są cienkie i punktowe. Powoduje to, że słychać je „osobno”, da się je łatwo wyłączyć w głowie i nie zwracać na nie większej uwagi. Najpierw słyszymy muzykę, a dopiero potem, jeśli w ogóle, trzaski.


Podsumowanie

Doskonale się bawiłem słuchając gramofonu Acoustic Signature. W tym, jak traktuje sygnał, bardzo przypomina konstrukcje innego niemieckiego specjalisty, Dr Feickert Analogue. To zbliżona estetyka dźwięku, choć w szczegółach się różni. AS gra bardziej miękko, nieco podkreśla średni bas, przez co przekaz jest większy. Ale mówimy o tej samej wierności, z jaką odtwarzane są płyty. Nie dostaniemy z nim miękkości i ciepła, znanych z gramofonów odprzęganych, takie życie. Najniższy bas nie będzie też tak dobrze definiowany, jak z najlepszych gramofonów masowych, zarówno samego AS, jak i innych marek. Jeśli jednak jesteście państwo w stanie przejść nad tym do porządku dziennego, otrzymacie do ręki prawdziwe narzędzie, które z jednej strony będzie działało jak rentgen, pokazujący rejestrację i tłoczenie, a z drugiej jak szafa grająca gdzieś w rogu pubu, z której płynie wyłącznie nasza ulubiona muzyka, bez oglądania się na jakość dźwięku. Dwa w jednym – naprawdę rzadka kombinacja.


BUDOWA

Triple X nie jest pierwszym gramofonem w ofercie Acoustic Signature o klasycznej, prostokątnej podstawie. W ofercie mamy bowiem podobnie wyglądające modele Wow/Wow XL, Barzetti oraz Manfred, teraz w wersji mk2. Jest to jednak zdecydowanie najdroższy taki model AS i jedyny taki, w którym możemy zamontować ramię 12”.

MSB Analogue DAC

W jego budowie najważniejsza jest oczywiście podstawa, skonstruowana jak sandwicz, z trzech różnych materiałów. Ramę stanową płyty MDF, wzmacniane płytami z aluminium i stali. W podstawie wycięto podłużny otwór, w który wpasowuje się podstawę dla ramienia. Zamawia się ją do konkretnego ramienia o konkretnej długości – wielkość podstawy pozwala na zamontowanie ramion o długościach 9”, 10”, a nawet 12”. Z gramofonem przetestowaliśmy ramię Rega RB303 (9”) oraz Reed 3Q (12”).

Przed ramieniem, blisko przedniej krawędzi, zamontowano dwa przyciski, znane ze sterowników innych modeli tego producenta: „start/stop” oraz „33/45”. Pierwszym włączamy silnik, a drugim zmieniamy prędkość obrotową talerza. To część elektronicznego układu sterującego obrotami silnika, o nazwie Electronic Beta DIG. Steruje on synchronicznym silnikiem 50 Hz, zamkniętym w ciężkim, aluminiowym odlewie. Umieszczony on został w wycięciu podstawy, z którą się nie styka. Na aluminiowy krążek na jego osi nakładamy gumowy pasek o kwadratowym przekroju, który z drugiej strony opasany jest na talerzu.

Talerz ma 50 mm i w najciężej wersji waży 11 kg. Został on wyfrezowany z bloku miękkiego aluminium. Dostępne są dwie inne, lepsze wersje, z tzw. „Silencerami”, tj. mosiężnymi walcami wpasowanymi w talerz, zwiększającymi jego moment obrotowy i zmniejszającymi drgania – możemy wybrać wersję z ośmioma lub dwudziestoma czterema Silencerami. Ich wpływ na dźwięk jest łatwy do wychwycenia w odsłuchu, ale też bardzo dobrze widać to na pomiarach – jak można odczytać z tablic przedstawianych przez producenta, Silencery minimalizują drgania w pobliżu 15 kHz aż o 80 dB, a prędkość opadania impulsu zwiększa się o rząd wielkości – z 200 ms dla nietłumionego, aluminiowego talerza do 20 ms dla talerza z ośmioma Silencerami (więcej TUTAJ). Aby jednak nawet podstawowy, aluminiowy talerz nie był problemem, od spodu wpasowano weń materiał tłumiący.

Przez talerz przechodzi stalowa, polerowana oś, na końcu której zamontowano kulkę z węglika wolframu. Opiera się ona w łożysku o materiał o nazwie Tidorfolon, będący stopem wanadu, Teflonu i tytanu. Jest on relatywnie miękki, ale zarazem niezwykle wytrzymały na ścieranie. Okładziny łożyska wykonano ze spieku brązu, który jest materiałem samosmarującym, a więc niewymagającym obsługi. Elementy te współpracują z sobą tak dobrze, że po ich spasowaniu wystarczy piętnaście minut na to, aby bezawaryjnie i z idealną precyzją pracowały przez dziesięć lat bez przerwy.

Gramofon wygląda bardzo solidnie i jest perfekcyjnie wykończony – ale do tego pan Gunther Frohnhöfer zdążył nas przyzwyczaić. Przed Triple X spore możliwości rozbudowy, bez konieczności jego sprzedaży. Jest łatwy w ustawieniu i jeszcze łatwiejszy w obsłudze.

na górę
© 2003-2014 FAST Łódź. Wszystkie użyte znaki towarowe są zastrzeżone i należą do ich prawnych właścicieli.
powrót na stronę główną na górę
 
PREVIOUS
(left arrow key)
NEXT
(right arrow key)
CLOSE (Esc)